niedziela, 29 sierpnia 2004
29.08

Podsumowanie wyprawy Lamprechtsofen 2004

W tym roku nie udało nam się odnaleźć Świętego Graala - połączenia z Lamprechtsofen. Początkowo skoncentrowaliśmy się na jaskini Kreciej, licząc na szybkie połączenie. Wygląda na to, że dokładnie przeszukaliśmy tę jaskinię. Wszystkie przodki są zamknięte. Pewnie do Kreciej już nie wrócimy.

Zaskoczeniem była dla nas jaskinia Furkaschacht. Tak wysoko położony otwór nie dawał nadziei na duże odkrycia. Tymczasem za wodnym przełazem otworzyły się ogromne przestrzenie. Na pewno odnajdziemy tam jeszcze wiele nowych korytarzy.

Trzecią eksplorowaną przez nas jaskinią była CL-3. Od 1999 roku przybywa w niej nowych korytarzy, wraz z nimi otwierają się nowe możliwości. Dla grotołaza nie ma nic przyjemniejszego niż świadomość, że pozostawia w jaskini otwarte, dziewicze korytarze, do których wróci na następnych wyprawach. Jednak jak na złość żaden z korytarz nie chce zbliżyć się do naszego molocha - Lamprechtsofen.

Na tegorocznej wyprawie odkryliśmy prawie 1800 metrów nowego. Mamy do czego wracać. Jednak dla nas, uczestników, najważniejsze jest to, że spędziliśmy pięć tygodni w gronie przyjaciół. W dzikich górach, daleko od cywilizacji. A połączenie? To tylko pretekst, przecież wrócimy tu za rok.





Pożegnanie z Karem

sobota, 28 sierpnia 2004
28.08

Jeszcze przed wschodem słońca Agnieszka wybiega do CL-3. Zdejmuje poręcze we wstępnych studniach. Kończymy pranie sprzętu i pakowanie. Rozpoczyna się gehenna zejścia niektórzy z nas niosą 45-kilogramowe plecaki. Po pięciu godzinach schodzenia wszyscy jesteśmy na dole, w chatce przy dolnym otworze Lamprechtsofen. Wyprawa zakończyła się.


piątek, 27 sierpnia 2004
27.08

Rano wciąż sypie mokrym śniegiem. Koło południa pogoda zaczyna się poprawiać. Jest zimno, ale możemy zacząć prać ubłocone liny. Z każdą godziną jest coraz ładniej. po południu jest już piękne słońce. Karol idzie zdjąć liny we wstępnych partiach PL95.




Pranie kombinezonu




Oj, mamy tego kilkaset metrów do wyprania

26.08

Wczorajszy deszcz zamienił się w mokry śnieg. Siedzimy odcięci od cywilizacji. Miejmy nadzieję, że załamanie pogody nie będzie długo trwało - musimy wyprać cały sprzęt wyprawowy, wysuszyć go i zejść na dół. W takich warunkach jest to niemożliwe. Wcinamy kolejne budynie, kisiele i galaretki.



Czy pogoda się w końcu zmieni?

25.08

Wczoraj udało się wynieść biwak z CL-3. Równocześnie w rejonie Prożków Snoopiego działał Kuba, Bartek, Rafał i Renata. Udało im się przejść końcowe zawalisko - weszli do dużej Sali Że Hej. Stamtąd eksplorują korytarz biegnący na południe. Równocześnie Rafał zjeżdża do dziewiczego meandra. Zatrzymuje się nad głęboką studnią - brakuje liny do zjechania na jej dno.

Dziś Puma, Agnieszka, Wiesiek i Marcin G. kontynuują wczorajszą eksplorację za Prożkami Snoopiego. Po przeliczeniu pomiarów z wczorajszej akcji wynika, że Sala Że Hej znajduje się tuż pod powierzchnią. Trzeba przyznać, że przechodzenie zawaliska jest niebezpieczne. Pod nami ruszają się ogromne głazy, spod nóg wylatują kamienie. Mam nadzieję, że w przyszłości uda się odnaleźć nowy otwór, którym da się obejść ten niebezpieczny odcinek.

Agnieszka z Wieśkiem uzupełniają pomiary, Marcin z Pumą zjeżdżają do dna studni. Dalej, za wąską szczeliną widać korytarz biegnący na wschód. Poręczowanie i pomiary zajmują nam dużo czasu - jest późno, więc wycofujemy się z tego miejsca.

W drodze szybko orientujemy się, że pogoda na powierzchni musiała się zmienić - w jaskini jest dużo więcej wody. W końcu zatrzymujemy się pod przedostatnią, 60- metrową studnią. Wlewa się do niej całkiem spory strumyczek. Iść dalej czy przeczekać? Ciepłe śpiwory na bazie wzywają - zaciskamy zęby i wychodzimy studnię w obfitym deszczu. W bazie jesteśmy o 3 w nocy.

Tego samego dnia Andrzej, Michał i Artur działają w Furkaschacht. Zjeżdżają próg, który zatrzymał ich dwa dni wcześniej. Cztery metry dalej korytarz jest zasypany. Chłopcy szukają jeszcze przez dłuższy czas obejścia feralnego miejsca, bez rezultatu.


wtorek, 24 sierpnia 2004
24.08

Z biwaku CL-3 wychodzi Agnieszka i Wiesiek. Zapada decyzja wyniesienia z jaskini sprzętu biwakowego. W rejonie sali kluczowej wszystkie potencjalne problemy eksploracyjne zostały rozwiązane. Negatywnie :(

Marcinowi C. i Arturowi H., którzy są w tej chwili pod ziemią, w akcji retransportowej pomoże Marcin G., Karol i Puma. Wchodzą pod ziemię koło południa.

Turek, Czapeczka, Imon (Jurek Zygmunt) i Miłosz schodzą z Karu. Muszą już wracać do Polski.



Skamieniała muszla na Karze. Także i z tego powstał wapień
Fot. Jerzy Zygmunt


23.08

O szóstej rano na biwak do CL-3 wchodzi Agnieszka i Wiesiek.

Aśka, Kuba, Bartek, Rafał i Renata eksplorują Prożki Snoopiego w CL-3. Po przejściu niebezpiecznego zawaliska dochodzą nowej, ogromnej sali - Sali Że Hej. Udało otworzyć się nowy przodek. Dalej biegnie myty meander z wodą - zespół zatrzymał się nad kilkumetrowym prożkiem.

Michał z Andrzejem sprawdzają okno w 45 metrowej studni w Furkaschacht. Najpierw Andrzej próbuje zrobić duże wahadło na linie. Potem rzucając "lasso" z liny dociągnąć się do okna. W końcu decydują cię na wspinaczkę. Pierwszy, trudny odcinek Michał pokonuje stając na ramionach taty. Dalej wspina się.

W końcu obaj stają na początku nowego meandra. Czuć silny przewiew powietrza. Po kilkunastu metrach zatrzymują się nad kilkumetrowym progiem. Eksploracja Furkaschacht uratowana, jest do czego wracać.

W tym samym czasie w Furkaschacht Puma, Marcin G. i Jurek Z. prowadzą akcję fotograficzno-filmową.



Puma w jaskini Furkaschacht. Jeden z przełazów w meandrze zalany lodem

Miłosz z Karolem penetrują powierzchnię Karu pomiędzy Furkaschacht i PL-95. Sprawdzają kolejne dwa otwory. Kończą się po kilku metrach. W końcu zjeżdżają do trzeciego, sprawdzanego wcześniej otworu. Jednak niski poziom zalegającego śniegu pozwala przedostać się głębiej. Studnia otwiera się. Mamy kolejną jaskinię.

Wieczorem na biwak do CL-3 wchodzi Marcin C. i Artur H. Późno w nocy z jaskini wychodzi Turek z Czapeczką. Przy kolejnych kiślach i budyniach opowiadają o eksploracji. Niestety ciąg odchodzący poniżej Studni Zamachowców zakończył się. Dokąd dalej iść?


22.08

Agnieszka, Puma, Michał, Wiesiek, Miłosz i Andrzej penetrują Kar w poszukiwaniu nowych jaskiń. Nie udaje się im znaleźć nic interesującego.

Do CL-3, na krótki biwak, wchodzi Turek z Czapeczką.



Wspólny kisiel wyprawowy


sobota, 21 sierpnia 2004
21.08

Rano pada deszcz. Koło 8 staje się coraz bardziej cichy. Kiedy otwieram namiot, jest już biało. Odgarniamy śnieg z namiotów, żeby nie połamało nam masztów. Dziś chyba nie ruszy żadna akcja jaskiniowa.



Poranny śnieg

20.08

Z biwaku w CL-3 wychodzi Rafał, Karol, Bartek i Marcin Gala. Jaskinia CL-3 to samodzielny, duży system. Eksplorowana od 1998 roku z nadzieją na połączenie z systemem Lamprechtsofen, rozrosła się do ponad 6 kilometrów długości.



Wizualizacja systemu CL-3

otwór ceelki- zielony, otwór PL95 - biały
kolor zielony - odkrycia z lat 1999-2001
kolor niebieski - odkrycia z roku 2002
kolor żółty - odkrycia z roku 2003
kolor biały - jaskinia PL95 dołączona do systemu w 2003 roku
kolor czerwony - ciągi odkryte z biwaku w 2004 roku

Na pierwszych szychtach próbowaliśmy pokonać zawalisko w Sali Kluczowej. To bardzo obiecujący przodek - dobry kierunek, mocny przewiew powietrza i ... niestety ogromne głazy wiszące nad głową. Próbujemy się przecisnąć różnymi drogami, odciągnąć na bok kamienie, podważyć co większe zawalidrogi. Nie udaje się przejść dalej.
W bok pod Sali Kluczowej znajduje się korytarz wiodący do Studni Zamachowców i Studni Winowajców. Dalszą część biwaku spędzamy na sprawdzaniu okien w tym rejonie. Większość odkrytych korytarzy prowadzi do znanych już wcześniej partii jaskini. W końcu jeden z korytarzy doprowadził nas do nowej szczeliny prowadzącej na północ czyli w kierunku Lampo.
Robimy dokumentację odkrytych partii i wychodzimy. Cztery dni spędzone pod ziemią to niezbyt dużo, ale skończyło się już paliwo do kuchenek. Na powierzchni czekają następni chętni na biwak, a wyprawa zbliża się nieubłaganie do końca.


19.08

Pogoda i tym razem dopisała. Turek i Czapeczka wyruszyli po raz kolejny do jaskini Furkaschacht, gdzie sprawdzili kolejny "problem" w rejonie Studni Poziomkowej. Nawiązali kontakt głosowy z zespołem Agnieszki i Marcina Cz. którzy poszli do meandra po liny i topofil.

Również do jaskini Furkaschacht udał się zespół: Szprycha, Renata i Kuba. W związku z kontuzją kolana Kuby (której doznał przed dwoma dniami eksplorując w meandrze) udali się tylko na akcję fotograficzną.

Wiesiek z Miłoszem poszli sprawdzić znaną od lat lodową jaskinię pod szczytem Birhornu z nadzieją, że obniżający się w jaskiniach poziom lodu pozwoli dotrzeć do dalej położonych części jaskini. Niestety bez powodzenia.

Relację z ostatnich trzech dni napisał dla was Miłosz Dryjański



Fot. Ewa Wójcik

18.08

Przy pięknej i słonecznej pogodzie Turek i Czapeczka wyruszyli do jaskini Furkaschacht, gdzie eksplorowali meander w rejonie Studni Poziomkowej.

Kierownik, Agnieszka, Młody i Furek badali niesprawdzone do tej pory otwory w zboczach Birhornu.

Wiesiek z Miłoszem wyszli razem z poprzednim zespołem, po czym udali się samodzielnie na eksplorację powierzchniową, czyli zaglądanie w każdą dziurę w skale z nadzieją na odkrycie kolejnej jaskini.


17.08

Piękna słoneczna pogoda. Turek, Czapeczka i Imon wyruszyli, by okopczykować (czyli oznaczyć kamiennymi kopczykami) trasę dojścia do jaskini Furkaschacht. Ma to ogromne znaczenie, gdy drogę do obozu trzeba znaleźć w częstej tu gęstej mgle.

Szprycha i Kuba działali w jaskini Furkaschacht, poznając dalszych 100 m meandra.

Agnieszka i Renata zreporęczowały jaskinie Krecią czyli usunęły z niej liny.

Marcin G. i Bartek wyszli koło południa na biwak wspomagani przez Marcina Cz. który pomagał im przy transporcie. Wieczorem wyruszyła druga dwójka: Rufio i Karol.

Miłosz spędzał czas rozbierając i susząc wiertarkę wraz z akumulatorami.


wtorek, 17 sierpnia 2004
16.08

Marcin C. i Karol idą do Kreciej wynieść pozostałe dwa worki ze sprzętem. Artur M. i dwóch Jurków sprawdzają w Kreciej studnię wlotową. Wszystkie korytarze rozpoczynające się w ścianach wpadają jednak z powrotem do tej samej studni. To ostateczne pożegnanie z tą jaskinią.

Miłosz, Bartek i Marcin G. idą sprawdzić studnię w jaskini CL-3 na głębokości -200. Na poprzedniej akcji w tym miejscu udało się wypatrzyć nowe okno do sprawdzenia. Dziś chcemy się dostać do niego.
Wspinaczka jest łatwa, chociaż trzeba iść pod prąd małego strumyczka. Woda leje mi się przez rękawy i wycieka do kaloszy. Mocuję linę i po chwili zaczynamy wciskać się do wąskiego meandra. Czuć przewiew powietrza. Jednak powyżej małej salki jest już za ciasno. Cofamy się do liny. Woda wypływa z małej dziury. Za metrowym zwężeniem widać dużą salę. Dla nas jest jednak za ciasno.



Miłosz w jaskini CL-3

Do Furkaschacht idzie Agnieszka, Puma, Andrzej, Wiesiek, Artur H. i Michał. Ich celem jest zmiana oporęczowania studni i dalsza eksploracja. Nie wracają do późnego wieczora. Pewnie im"puszcza" :-)

Jutro do jaskini CL-3 wchodzi biwak. Pierwsze zadanie - pokonanie zawaliska w Sali Kluczowej.

niedziela, 15 sierpnia 2004
15.08

Rano wciąż leje. Do jaskini nie da się wejść, bo by nas zalało. Tkwimy w namiotach i pijemy kolejne herbaty.
Jednak koło południa pogoda zaczyna się poprawiać. Z dołu rusza 7 osób. Wieczorem w obozie jest już komplet grotołazów drugiej części wyprawy. Porządkujemy obóz. Wieczorem kierownik prezentuje stan eksploracji po pierwszym etapie.



Wypogadza się!

14.08

Niestety, w końcu przyszło załamanie pogody. I tak przyroda do tej pory była łaskawa. Leje deszcz, wieje silny wiatr. Wieczorem temperatura spada do 2 stopni.



Widok z namiotu w czasie załamania pogody

piątek, 13 sierpnia 2004
13.08

Dzisiaj dzień bazowy. Pierzemy, szyjemy, sprzątamy. Z dołu wychodzi skład drugiej części wyprawy. Będą w bazie koło 16-tej.


12.08

Rano Ilona, Mirek i Tomek schodzą na dół. Muszą wracać do Polski. Znoszą swój osobisty sprzęt i śmieci.

Marcin z Pumą i Andrzejem idą do Furkaschacht. Z obozu wychodzimy późno. Świeci piękne słońce, dookoła wspaniałe, puste góry. Puma biega od kamienia do kamienia wyszukując faktury skały i fotografując je.

- O zobacz, jakie tu są piękne wykapki! Muszę je sfotografować.
- Misieek. Nawet mnie nie denerwuj
- Muszę. Potem nie będę miała czasu.

Pod otworem rozkładamy nasze graty i przez dwie godziny leżymy ciesząc się piękną pogodą.

W jaskini szybko docieramy na przodek. Andrzej zaczyna spitować (czyli osadzać specjalne kotwy zjazdowe). Czyścimy studnię z kruszyzny, w dół lecą kamienie nawet 100-kilogramowe. Marcin zaczyna zjazd. Studnia jest zbudowana na jednej szczelinie, więc trzeba osadzić kolejne punkty kierunkujące zjazd daleko od luźnych kamieni i wody. W końcu cała nasza trójka ląduje na dnie dużej sali.



Jeszcze jedna przepinka i będziemy na dnie - Marcin w czasie osadzania spita, eksploracja Furkaschacht. fot. Ewa Wójcik

Mocnym halogenowym światłem szukamy dalszego ciągu. Szczelina wydaje się nie mieć kontynuacji. Mocujemy linę do dużego głazu i zjeżdżamy pod niego, do niżej położonej salki. Jest meander! Początkowo ciasny, po piętnastu metrach rozszerza się. Czuć silny strumień powietrza. Nie mamy więcej liny, żeby tam zjechać.

- Misieek. Wychodzimy.
- Ale tutaj są piękne grzybki*. Myślisz, że tak łatwo je oświetlić do zdjęcia?
- To my wychodzimy.



Puma w czasie eksploracji w Furkaschacht

W drodze powrotnej Marcin z Andrzejem robią pomiary. Nowoodkryta sala zostaje nazwana Poziomkową.

Na powierzchni jesteśmy o 22-giej. Mgła i zacinający deszcz, błyska się. Czy w takich warunkach nie zgubimy się na tej skalistej pustyni? Na szczęście mamy ze sobą odbiornik GPS z zapamiętaną ścieżką do obozu. Nie musimy go jednak wyciągać. Kierownik pewnym krokiem prowadzi nas do ciepłej herbaty.

Furkaschacht osiąga głębokość -185 metrów.


11.08

Tomek jako pierwszy zjeżdża w głąb Perpetum Horrible. Studnia, mimo czyszczenia, jest wciąż niebezpieczna. Kolejne kotwy dzielące zjazd na odcinki. Krótka wspinaczka w bok do małego mostka skalnego. Kilka metrów w dół i kończy się lina. Tomek wychodzi uśmiechnięty od ucha do ucha.

- Otwiera się ogromna studnia. Musi mieć tak z 70 metrów. To kto następny?



Tomek opowiada o przodku w Perpetum Horrible

Kolejny odcinek zjeżdża Marcin. Puma z Andrzejem czekają na mostku.

- Oparłem się - mówi Andrzej. - Poczułem, że odspoił się spory kawał ściany. Pod spodem Marcin. Stałem więc tak oparty, a Puma wygrzebywała zza pleców kamień po kamieniu.

Lina skończyła się 30 metrów nad dnem. Jednak studnia jest bardzo niebezpieczna. Z lodu wytapiają się kamyczki, kamienie i głazy. Chyba nie warto ryzykować eksploracji tej studni. Może wrócimy tu pod koniec wyprawy.

W tym czasie Kuba i Ilona robią pomiary w Furkaschacht. Po drodze poprawiają oporęczowanie.


10.08

Aśka, Tomek, Kuba i Mirek idą do Furkaschacht. Jest już sposób na niski korytarz z lodem i wodą: worek z bidonem wypełnionym wodą. Pokonując to miejsce grotołaz dosiada okrakiem bidon i przesuwa się po lodzie. Tomek dodatkowo pogłębia jeziorko i wylewa wodę. Dzięki temu w głębi jaskini da się działać sucho.

Reszta ekipy zjeżdża do dziewiczych studni. Pierwsza ma 35 metrów. Następna 45. Puszcza dalej, ale nie ma więcej liny.

Andrzej, Marcin, Michał i Ilona zaczynają oczyszczanie studni odnalezionej wczoraj na powierzchni.



Czyszczenie z kruszyzny Perpetum Horrible. fot. Ewa Wójcik

- Myślałam i myślałam. Rano się obudziłam i nazwa sama wpadła mi do głowy. Tak o, znienacka po przebudzeniu - Perpetum Horrible. (To była Puma:) )

*grzybki jaskiniowe - rodzaj nacieków kalcytowych. Tworzą się na ścianach korytarzy, w których jest silny przewiew.

wtorek, 10 sierpnia 2004
9.09

Powoli kończy się pierwsza część wyprawy. Ola, Janek i Heniek schodzą z Karu, jutro wracają do Polski. Rano pierzemy liny, worki i karabinki wyniesione z jaskini. Z budyniu, galaretki, sucharów i czekolady robimy tort na wieczór - Marcin ma dziś urodziny.



Mycie sprzętu wyniesionego z Kreciej

W południe 5 osób idzie do Furkaschacht. Ilona i Tomek wspinają się w górę lodowej kaskady. Nie docierają do jej końca. Za to Aśka, Kuba i Mirek pokonują zwężenie na końcu meandra, do którego dotarliśmy na poprzedniej akcji. Zatrzymują się nad krawędzią dużej studni! To prawdopodobnie strop wielkiej sali.

W tym roku poziom zalegającego w dziurach lodu obniżył się. Puma i Ilona wypatrzyły nowy otwór leżący 70 metrów od górnej krawędzi Karu. Dziś poszła z Andrzejem i Michałem zobaczyć czy warto do niego zjechać. Okazało się, że to około 40-metrowa studnia. Jest jednak bardzo krucha. Zjazd będzie wymagał dokładnego oczyszczenia ścian z kruszyzny.

Tak więc zakończyliśmy eksplorację Kreciej na głębokości -540, Furkaschacht "puszcza", mamy nowy otwór do eksploracji. Jednak druga część wyprawy na pewno skoncentruje się na eksploracji CL-3. Może w tym roku uda się odnaleźć połączenie z resztą systemu Lamprechtsofen...

8.08

Janek, Mirek, Ewa, Michał i Marcin idą do Kreciej wynosić cały sprzęt. Udaje się zdjąć wszystkie liny aż do dna studni wlotowej.



Mirek przed wejściem do Kreciej

7.08

Krecia nie jest dla nas łaskawa. Podczas wczorajszej akcji Heniek i Michał dochodzą do końca galerii. Dalszej drogi nie ma. Janek i Mirek podciągają wszystkie liny do Sali Wesołego Krecika. Potem robią pomiary niezbędne do opracowania planów odkryć.

Dziś okaże się, czy to już koniec eksploracji Kreciej. Kuba i Aśka sprawdzają okna w Sali Wesołego Krecika, Marcin idzie jeszcze raz sprawdzić koniec galerii, Ilona z Tomkiem sprawdzają ciąg wodny na początku galerii. Niestety, wszystko się kończy. Rozpoczynamy wynoszenie sprzętu.



Janek i Mirek na podejściu do Kreciej - akcja wynoszenia sprzętu

piątek, 06 sierpnia 2004
06.08

Rano zbieramy się wyprawą, żeby obmyślić dalszy plan działania. Poziome galerie idące na południowy zachód to coś, na co czekaliśmy od dawna. Pierwsze, co trzeba zrobić, to plany nowoodkrytych korytarzy. Inaczej dalsza eksploracja jaskini przypominałaby ruletkę. Trzeba też zdjąć i wynieść wszystkie liny wiszące poniżej sali Wesołego Krecika. No i last but not least trzeba sprawdzić dokąd dalej prowadzą wczorajsze odkrycia. Idzie Ola, Janek, Mirek, Puma, Heniek, Michał i Andrzej. Wrócą pewnie późną nocą.



Poranna narada - co dalej z Krecią

05.08

Kuba i Tomek idą do CL-3. Wchodzą przez wcześniej zabezpieczony otwór PL95/1. Działają w sali Kluczowej na głębokości około -370. To jedno z najbardziej obiecujących miejsc połączenia tej jaskini z Lampo. Szczeliny biegną w kierunku północnym, głębokość odpowiednia, silny przewiew powietrza... Co z tego, kiedy znowu drogę blokuje zawalisko. Każdy grotołaz, nawet z najmocniejszą psychiką po kilku godzinach przeciskania się pomiędzy ruchomymi głazami ma dość. Mimo, że dalsza droga stoi już niemal otworem, Tomek i Kuba wycofali się po 3 godzinach walki. W bazie są o godzinie 3 w nocy.



Suszenie sprzętu po akcji jaskiniowej

Dziś w jaskini Kreciej kolej na Ilonę i Marcina. Szukamy nowej nadziei na dalszą eksplorację. Akcję rozpoczynamy od wyniesienia sprzętu biwakowego i odporęczowania jaskini do dna studni 80-metrowej. Potem rozwiązujemy problem okna, do którego wspinał się Heniek. Zamiast wspinaczką Marcin dostaje się tam dużym wahadłem od góry. Okno okazuje się nyżą.
Zjeżdżając do sali Wesołego Krecika wypatrzyłem z pomocą mocnego, halogenowego światła okno w zachodniej części sali. To nasz kolejny cel. Kilka szybkich ruchów. Bez asekuracji wspinam kilkumetrowy prożek i staję na początku poziomego korytarza. Montuje linę. Trzeba to zrobić porządnie, jeżeli teraz nie przygotujemy wygodnej i bezpiecznej drogi, już nikt tego później nie zrobi. W końcu zaczynamy biec w nieznane. Po chwili słyszymy wodę. To niższy, aktywny ciąg. Trzeba będzie go później sprawdzić. My podążamy dalej korytarzem, który woda wyrzeźbiła wcześniej. Za każdym zakrętem wydaje się, że to już koniec. Ale nie! Puszcza! Kierunek zachodni, a więc najlepszy z możliwych. Po około 100 metrach natrafiamy na pierwszą studzienkę. Cofam się do sali Wesołego Krecika po liny.
Zjazd przypomina korkociąg. Mimo, że studnia ma tylko kilkanaście metrów, co chwila trzeba osadzić nową kotwę. Inaczej lina przetarłaby się na ostrych krawędziach. Po półtorej godzinie jesteśmy na dole. Korytarz prowadzi dalej, skręca na południe. Jeszcze kilkadziesiąt metrów i poddajemy się. Jesteśmy zmęczeni, kończy się światło. Dziś pokonywanie ciasnot w drodze do otworu przychodzi z większym trudem. Kiedy w końcu stajemy na powierzchni, z oddali widzimy światełka - to Kuba i Tomek wracają ze swojej szychty.

04.08

Andrzej, Ilona, Michał, Marcin i Tomek idą do "ceelki". Po dojściu do galerii (ciągu poziomych korytarzy) sprawdzają stan zawaliska w drodze do Prożków Snoopiego. Poruszanie się na tym odcinku może być niebezpieczne. Jest tam mnóstwo ruszających się głazów wielkości kredensu, niewiadomo na czym się to wszystko trzyma. Ale w tym roku wygląda na to, że zawalisko częściowo się ustabilizowało.

W tym samym czasie Puma i Heniek sprawdzają komin nad biwakiem w Kreciej. Po 40 metrowej wspinaczce dochodzą jednak do zwężenia, przez które nawet najchudszy członek wyprawy się nie przeciśnie. Przenoszą się więc ze wspinaczką wyżej, do 80 metrowej studni pod salą Wesołego Krecika. Na przeciwległej do zjazdu ścianie wypatrzyli okno, które może być początkiem poziomego korytarza. Czas płynie nieubłaganie. Na tej szychcie nie udaje im się osiągnąć okna. Po wspięciu ok. 20 metrów przychodzi czas powrotu do obozu.



Na Karze nie ma żadnego źródełka. Wodę zbieramy do beczek...



... z topniejącego śniegu

 
1 , 2 , 3 , 4